Wiadomość

Galicyjski Tygodnik Informacyjny TEMI: Czy Czesław K. zabił żonę? Drukuj
Galicyjski Tygodnik Informacyjny TEMI: Czy Czesław K. zabił żonę?.

IMG 7565 Wie pani, co jest najgorsze? – ze smutkiem w głosie pyta Małgorzata, krewna najprawdopodobniej zamordowanej Grażyny Kuliszewskiej. – Ona nie żyje już od wielu miesięcy, a my w dalszym ciągu jesteśmy hejtowani, pod adresem całej naszej rodziny kierowane są niewybredne uwagi. Już po aresztowaniu Czesława, w komentarzach pod jednym z artykułów dotyczących tej sprawy przeczytałam, że Grażyna zasłużyła na to, co ją spotkało. Bo była niewierna, zadawała się z „ciapatym”, bo była złą matką i jeszcze gorszą żoną. Co trzeba mieć w głowie i sercu, żeby po tragicznej śmierci młodej kobiety pisać coś takiego, po prostu nie mogę w to uwierzyć. Najbardziej żal mi dziecka, które zostało samo na świecie. Jest pod czułą opieką rodziny, jednak matki i ojca nikt mu nie zastąpi, aż boje się myśleć, co będzie jak trochę podrośnie i dowie się o wszystkim. To będzie dla niego cios.

22 lipca Czesław K. został aresztowany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania wydanego przez Prokuraturę Okręgową w Tarnowie, która prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Grażyny Kuliszewskiej. Prokuratura nie ujawniła do tej pory, jaki konkretnie zarzut usłyszał mężczyzna (tak było w momencie, gdy oddawaliśmy materiał do druku).

Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, Sebastian Gleń informuje jedynie, że aresztowanie ma związek ze śmiercią 34-latki. Londyński sąd nie zgodził się, aby Czesław K. wyszedł na wolność za kaucją, kolejne przesłuchanie wyznaczono na 30 lipca, a K. nie ma adwokata, jego dotychczasowa pełnomocniczka - mecenas Anna Karolina Malinowska nie będzie go już bronić, wypowiedziała mu umowę, jak twierdzi - ze względu na utratę zaufania do klienta.

Czesław K. osadzony został w Prison Wandswor, największym zakładzie karnym w Wielkiej Brytanii, w którym jest blisko dwa tysiące miejsc dla skazanych przez londyńskie sądy oraz więźniów cudzoziemców czekających na ekstradycję. Kiedy zapadnie decyzja o wydaniu Czesława K. polskim organom ścigania, na razie nie wiadomo, nie jest jednak wykluczone, że sąd postanowi o tym w najbliższym czasie.

Rodzina Grażyny ma żal do detektywa

– Nie ukrywam, że kiedy Grażyna zaginęła, a potem, gdy znaleziono ją martwą w Uszwicy, od razu przyszło mi do głowy, iż może stać za tym jej mąż. Nie było dla nas tajemnicą, że w ich małżeństwie nie dzieje się dobrze, chociaż nie znaliśmy szczegółów, obydwoje byli raczej skryci i niechętnie rozmawiali o sobie. Paradoksem było to, że o intymnych szczegółach ich pożycia dowiadujemy się z przekazów medialnych, których głównym bohaterem był detektyw wynajęty przez Czesława w celu ustalenia miejsca pobytu żony. Bartosz Waremczuk, wykazujący się wielką sprawnością w wywlekaniu pikantnych wątków z życia Grażyny, był opłacany przez Czesława i przez pewien czas napsuł nam nie mało krwi. Zdaję sobie sprawę z roli, jaką ma do spełnienia prywatny detektyw, jednak to, co robił ten pan przechodziło ludzkie pojęcie. Zdobywał informacje, po czym beztrosko ujawniał je w mediach społecznościowych, a czy jego nie obowiązuje jakaś zawodowa tajemnica? Co ciekawe, niektóre wiadomości były wyssane z palca, inne mocno podkolorowane, a większość w moim odczuciu miała służyć temu, aby oczerniać Grażynę i wybielać Czesława. Pierwsza wersja wydarzeń, według detektywa, była taka, że uciekła z kochankiem, nabrała kredytów, wzięła też pieniądze od Czesława. I wszyscy uwierzyli w te bzdury, na wsi ludzie śmiali się z nas, wytykali palcami. Dopiero, gdy odnaleziono ciało, plotki trochę ucichły, chociaż pojawiły się nowe mówiące o tym, jakoby Grażynę miał zamordować jej kochanek, z którym od pewnego czasu spotykała się w Londynie. Nigdy nie uwierzyłam w ani jedno słowo przekazywane przez Czesława i jego detektywa, rzadko spotykałam się z Grażyną, ale wiedziałam, że za żadne skarby świata nie zostawiłaby swojego małego synka. On był całym jej światem, stanowił o sensie życia, była bardzo troskliwą i czułą matką. Ciekawa jestem, jak ten detektyw czuł się w momencie, gdy zidentyfikowano ciało wyłowione z Uszwicy i okazało się, że jest to Grażyna – opowiada Małgorzata.

Co stało się w Borzęcinie?

To, co stało się z Grażyną w noc z 3 na 4 stycznia w dalszym ciągu owiane jest tajemnicą. Ubiegłoroczne Boże Narodzenie i Sylwestra Czesław K. wraz z synem spędzali w Polsce. 34-latka dojechała do nich dopiero 3 stycznia i wraz z mężem poszli do biura notarialnego, gdzie mieli załatwić sprawy związane ze wspólnym majątkiem. Kobieta miała przepisać na męża przypadającą na nią część domu i działki w zamian za 15 tysięcy funtów, do podpisania aktu jednak nie doszło, bo małżonkowie nie dostarczyli wszystkich wymaganych dokumentów. Wieczorem tego dnia Grażyna i Czesław bawili się z synem i razem z nim położyli się do łóżka, mężczyzna utrzymywał, że kiedy wstał następnego dnia żony nie było już w domu. Kilka godzin później miał rzekomo dostać od niej smsa z wiadomością, że spotkają się w Londynie.

Dopiero po kilku dniach Czesław zgłosił zaginięcie żony w londyńskim komisariacie policji, to samo zrobił jego kuzyn w komendzie w Brzesku. Krótko po tym, przyjaciel Kuliszewskiej – Kurd o imieniu Sardar wyznaczył 100 tysięcy złotych nagrody dla osoby, która wskaże miejsce pobytu Grażyny. K. wynajął detektywa, rodzina Kuliszewskiej prosiła o pomoc kilku jasnowidzów, w tym słynnego Jackowskiego, wszyscy zgodnie twierdzili, że kobieta nie żyje, a jej ciała trzeba szukać blisko domu. Policja rozpoczęła wielkie poszukiwania, przeczesywano łąki, pola i lasy, szukali także krewni i znajomi 34-latki, w lutym zorganizowano wielką akcję, w której wzięło udział ćwierć tys. osób. Przeszukano tysiące hektarów terenu, zaglądano do studni, wypompowywano nawet szamba. Wszystko bez skutku, po Grażynie ślad zaginął. W tym czasie Czesław K. w wielu wywiadach zapewniał, że nie ma nic wspólnego ze zniknięciem żony, przez cały czas przebywał w Londynie, opiekował się pięcioletnim synem.

Ciało znalezione w Uszwicy

Ostatniego dnia lutego policjanci z komendy wojewódzkiej przeczesywali koryto Uszwicy, w jednym z zagłębień przy samym brzegu odnaleźli ciało. Było w tak dużym rozkładzie, że początkowo nie wiadomo było nawet, czy należy do kobiety, czy do mężczyzny. Przewiezione zostało do krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej, a po kilku dniach okazane zostało mężowi i siostrze Kuliszewskiej, rozpoznali ją po tatuażu i biżuterii. Zmarła miała przy sobie 20 złotych, klucze, papierosy.

Śledczy zlecili wykonanie sekcji zwłok i badań toksykologicznych, ich wyniki miały przynieść odpowiedzi na pytania dotyczące mechanizmów śmierci Kuliszewskiej. Do tej pory wyników nie ujawniono. Kilka tygodni temu, powołując się na szczątkowe rezultaty badań, Bartosz Waremczuk informował, że kobieta zginęła najprawdopodobniej od uderzenia w głowę tępym narzędziem, prokuratura do dzisiaj rewelacji tych nie potwierdziła. Śledczy w jednym zgadzają się jednak z prywatnym detektywem, który twierdzi, że do śmierci Grażyny Kuliszewskiej mogło przyczynić się kilka osób. - Badamy wiele wersji wydarzeń, nie wykluczamy możliwości, że w przypadku śmierci zaginionej Grażyny Kuliszewskiej mogła przyczynić się więcej niż jedna osoba - mówił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, Mieczysław Sienicki.

Waremczuk podejmuje próbę wyjaśnienia, jak ciało Kuliszewskiej znalazło się w Uszwicy w Bielczy. – Mogło tam dopłynąć i zatrzymać się na płytkim odcinku rzeki, ale nie można też wykluczyć, że zostało ono wrzucone do wody właśnie w tym miejscu. A w tym przypadku nie mogłaby zrobić tego jedna osoba, bo martwe ciało jest ciężkie i bezwładne – mówi.

O pomstę do nieba!

Małgorzata stojąca pod krzyżem ustawionym na brzegu Uszwicy w Bielczy, gdzie wyłowiono ciało Grażyny, zapala świeczkę i opowiada, że to, co przeżyła ona i cała rodzina jest nie do opisania. – Najpierw wielki strach, potem ogromna nadzieja, że Grażyna odnajdzie się cała i zdrowa, potem załamanie, stres, złość i żal, że młoda, piękna kobieta nie żyje. A my nawet nie wiemy, z jakiego powodu ktoś targnął się na jej życie. To wszystko woła o pomstę do nieba i o sprawiedliwą karę dla mordercy, który mam nadzieję szybko zostanie osądzony i pójdzie do więzienia. Jeśli się okaże, że za sprawą śmierci Grażyny stoi jej mąż, to znaczy, że jest najbardziej cyniczną, kłamliwą i bezwzględną osobą, jaką znałam w całym moim życiu – mówi.

P.S. Imię krewnej Grażyny Kuliszewskiej zostało zmienione.

Zofia Sitarz (TEMI Nr 31 (2032), 31 lipca 2019)

Więcej: https://www.temi.pl/ oraz w papierowym wydaniu gazety.

Share/Save/Bookmark
 

Zgodnie z Art.173 ust.4, pkt.3 informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym portalu, dostosowania ich do indywidualnych potrzeb każdego użytkownika, jak również dla celów statystycznych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszych serwisów internetowych, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies.
polityka cookies.

Akceptuje cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information